Praga 2008

"Śladami Dobrego Wojaka Szwejka, czyli podróż po magicznej Pradze"

 

 

 

 

 

 

Jeśli w rolę Przewodnika miał wcielić się najwybitniejszy ze "Szwejkologów": Leszek Mazan, do podróży tej należało się choć troszkę przygotować. Ci, którzy nie zrobili sobie wcześniej choćby najdrobniejszej powtórki z "Przygód Dobrego Wojaka Szwejka", mogli to zrobić podczas podróży. Redaktor Mazana raczył nas zabawnymi opowieściami niemal przez całą drogę do Pragi; można było również obejrzeć film o przygodach dzielnego Szwejka. Praga, czyli "perła w cesarskiej koronie Habsburgów", rzucała przez całe stulecia uroki na wielkich tego świata: na cesarza Rudolfa II, który przeniósł stolicę z Wiednia do Pragi, na pisarzy, poetów, jak również na specjalistów UNESCO, którzy wpisali ją na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego. Było więc pewne, że oczaruje również nas.

Spotkanie z tym magicznym miastem zaczęliśmy od wieczornej wizyty w piwiarni U Kalicha. To tam Szwejk zaglądał najczęściej, to tam przesiadywał szpicel Bretschneider, to właśnie tam muchy "obsrały" portret najjaśniejszego pana (niech żyje!) i z tego powodu gospodarz Palivec dostał dziesięć lat.

 

My spędziliśmy tam przemiły wieczór, w towarzystwie Dobrego Wojaka, chłodnego piwa i radosnej muzyki. A trzeba dodać, że piwo ma smak szczególny w tym kraju, gdzie z picia piwa uczyniono niemal religię. Po skończonej biesiadzie był nocny spacer po uliczkach i zaułkach Pragi i muszę stwierdzić, że o żadnej innej porze nie wygląda ona tak cudownie, jak nocą. A to zarówno za sprawą oświetlenia i tajemniczych mgieł, delikatnie otulających wszystko dookoła, jak i zupełnego braku innych zwiedzających. W ciągu dnia bowiem, przez to cudowne miasto przetacza się wielojęzyczny tłum spacerowiczów, sprzedawców pamiątek, ulicznych malarzy i muzyków. Zarówno Hradczany z magiczną Złotą Uliczką, jak Stare Miasto, czy Most Karola nocą wydają się jeszcze piękniejsze. A okraszone wiedzą i dowcipem redaktora Leszka Mazana zostawiły w sercach niezapomniane przeżycia. Pozytywnie naładowani poprzedniego wieczora cały kolejny dzień spędziliśmy na zwiedzaniu. Zaczęliśmy od Wyszehradu - siedziby legendarnego króla Kroka, którego córka, obdarzona darem jasnowidzenia, Libusza, miała proroczy sen, dzięki któremu powstało miasto Praga. Podziwialiśmy piękną panoramę ze wzgórza wyszehradzkiego, a następnie spacerowaliśmy uliczkami miasta, wspominając i rozpoznając miejsca, którymi chadzał nasz Dzielny Wojak Szwejk.

Wieczór spędziliśmy śledząc doniosłe wydarzenie, jakim był rozgrywany właśnie mecz Polska-Czechy. Oglądaliśmy to sportowe widowisko w miłej knajpce, przy kufelku piwa oczywiście. W tak miłych okolicznościach wynik meczu 2:1 nie wydawał się niczym dziwnym, wręcz przeciwnie, idealnie wpisywał się w radosną atmosferę. Po meczu odbyliśmy kolejny nocny spacer po mieście. Most Karola trochę o tej porze opustoszał, Stare Miasto też było niemal puste - cudownie ogląda się Pragę nocą. Spacer skończył się wizytą u "Sikających Młodzieńców" Davida Carnego (pomnik-fontanna przedstawiający dwóch mężczyzn oddających mocz do sadzawki w kształcie mapy Czech).

W niedzielę musieliśmy, choć z ogromnym żalem, rozstać się z tym czarodziejskim miastem. Odbyliśmy jedynie krótki spacer po uliczkach Pragi, wypiliśmy pyszną kawę i posłuchaliśmy ostatni raz opowieści i anegdot redaktora Mazana. Chyba każde miejsce na świecie może stać się jeszcze piękniejsze niż w rzeczywistości i jeszcze ciekawsze, jeżeli można je odwiedzić w towarzystwie tak uroczej gawędy i cudownego humoru, jakiego nie brakuje naszemu praskiemu przewodnikowi: redaktorowi Leszkowi Mazanowi. Praga zapewne jest i piękna i ciekawa, ale w takiej oprawie była po prostu niepowtarzalna.

 

 

Copyright ExtremEvents.pl

made by Indexo